A Marian powiedział, czyli jak goniliśmy wiosnę

A Marian powiedział, czyli jak goniliśmy wiosnę

Go! Duster w pogoni za wiosną. Na tropie Mariana.

2/05/2021

[Artykuł przeczytasz w 10 min.]

Nie do końca wiemy skąd się pojawił Marian i co ostatecznie powiedział, jednak doskonale widzieliśmy wiosnę, bo w końcu ją goniliśmy.

Ucięliśmy zresztą z nią małą pogawędkę i dostaliśmy w zasadzie nawet pewną obietnicę. Nie mamy jednak pewności, że się ziści, bo niepewna to kreatura. A i jakby nieco zaspana była.

Zapraszamy na relację z Pogoni za wiosną z Grupowiczami Go! Duster.

Gonimy wiosnę z Go! Duster

Po szlachecku w Szlachtowej

Zamczyska, zamki i zameczki

Każdy Duster ma swój szczyt

Opowieść o Józefie

Marian Przywódca

Co kto lubi

GONIMY WIOSNĘ Z GO! DUSTER

Nie musimy w kółko wałkować temat wyjątkowości każdego naszego wypadu, spotkania i wyjazdu. Sami doskonale wiecie, że są nietypowe, inne, niepowtarzalne i nie do opisania. Dlaczego? W zasadzie, tylko przekonując się na własne oczy można stwierdzić, dlaczego tak jest. Owszem, namiastkę z takiego wyjazdu przedstawiamy (całkiem szczerze i ani trochę nie okłamując lub ubarwiając historię) Twojej uwadze, Szanowny Dusterowiczu/Szanowna Dusterowiczko. Jak się jednak domyślasz – to zupełnie nie to samo.

Można wierzyć lub nie w to, jakie przygody każdorazowo towarzyszą ekipom z Go! Duster, ale nie da się tym historiom odebrać tego, że wszystkie one mogły się wydarzyć. I zapewniamy, że się wydarzyły. Choć całkiem możliwe, że nie każdy z uczestników zobaczył je tak samo. W końcu punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… ot choćby w Dusterze.

PO SZLACHECKU W SZALACHTOWEJ

Skoro nadal jesteś z nami, i nie przełączyłeś lub przełączyłaś na reklamę Travisto (nie jest to lokowanie produktu) albo innego Colgate (ani to), to pozwól, że zabierzemy Cię w prawdziwie szlachecką podróż. Z zamkami, stołami, uginającymi się pod ciężarem wspaniałych regionalnych dań oraz iście niecodziennymi przeżyciami.

Jak się bawić, to po szlachecku, a jak gonić wiosnę, to tylko od Szlachtowej. Położona na pograniczu ze Słowacją malownicza miejscowość kusi urokliwymi widokami i wspaniałymi przygodami, których, jak i kąpieli można zażyć w bliskiej lub dalszej okolicy.

To właśnie do Szlachtowej, tej obok Szczawnicy, ściągnęli w pogoni za wiosną Grupowicze Go! Duster. Z różnych części i zakątków Polski. I wierzcie nam, że odległość nie ma znaczenia. Dusterami podróżuje się po prostu wygodnie i przyjemnie. A gdy obok siedzi kompan (choćby wyimaginowany Wojtek z Kaszub), to i czas podróży skraca się pięciokrotnie, jeśli nie dziesięciokrotnie.

Powiemy Wam też w tajemnicy poliszynela (lub innego poliszynszyla), że Dusteroiwczów i Dusterowiczek z wyjazdu na wyjazd przybywa. Pojawia się coraz więcej chętnych poczuć smak przygody, a nie lizać lody przez szybę witryny.

Tym razem, pomimo znanych wszystkim ograniczeń, frekwencja naprawdę dopisała. W Szlachtowej zameldowało się co najmniej kilkudziesięciu Grupowiczów.

ZAMCZYSKA, ZAMKI I ZAMECZKI

Każdy wyjazd z Go! Duster to wspomnienia. To pełne uśmiechów, wspaniałej zabawy i radosnych opowieści chwile, których nie oddadzą żadne opisy. Serio, serio!

To zwiedzanie i przekąski, to postoje i podjazdy. To przesuwanie granic, też tych państwowych, oraz wiele i jeszcze więcej przygód w gronie ciekawskich tego świata.

To zgłębianie tajników historii, poznawanie kultury poprzez bliskie spotkania ze zwyczajami i tradycjami lokalsów.

Kultura, tradycja, pamiątki, poznawanie ludzi, wprost wyśmienita atmosfera – wszystko za sprawą Dusterów. Jak niegdyś Nokia, tak teraz Duster connecting people.

W klimatach zabytkowych i obcowania z murami pradawnych konstrukcji upłynął pierwszy dzień wiosennej gonitwy. I w tym dniu, wiosnę było naprawdę czuć w powietrzu.

KAŻDY DUSTER MA SWÓJ SZCZYT

Będąc w górach, nie zwiedzić lub nie zdobyć żadnego szczytu, byłoby grzechem. Na takie przewinienie indulgencje nie są wydawane. A zatem, kieruj się na południe.

Karawana Dusterów miarowym tempem dotarła do podnóży Gór Lubowelskich, by cały dzień upłynął na przesuwaniu granic. W tym przypadku granic własnego ja i wytrzymałości człowieka, czasami taplającego się w śniegu i bezradnie spoglądającego w górę, zadając w myślach pytanie: „Daleko jeszcze?”

Nie było łatwo, nie wszyscy też dali radę, bo śnieg naprawdę zrobił swoje. Jednak czas poświęcony na zdobycie Eliaszówki oraz zapierające dech w piersiach widoki z góry są warte gargantuicznego wysiłku.

Dzięki pomocnej dłoni w postaci niezwykle wygodnego po kilkugodzinnej, wyczerpującej podróży, siodła Dustera z napędem 4×4 szybkie zejście ze szczytu zakończyło podróż Dusterami, ale nie cały ten dzień.

Trzeba przyznać, że na szczycie jednak było naprawdę zimowo. I wiosny tam nie było ani widu, ani słychu.

OPOWIEŚĆ O JÓZEFIE

Gdy w granatowym niebie rozbłysła pierwsza gwiazda i Dustery przykrył przedwiosenny szron, do drzwi jednego z domków w Szlachtowej ktoś zapukał.

Przy kominku od dłuższego czasu, jak na zbawienie, na to to pukanie czekała ekipa zmęczonych Grupowiczów. Czekali na niego. I on, zgodnie z zapowiedzią, się pojawił ze swoim orszakiem. Weszli niczym trzej królowie, niosąc regionalne potrawy, które w mgnieniu oka swym zapachem wypełniły całą (nie przesadzając) Szlachtową. Tak się zaczyna opowieść o Józefie…

Jeśli myślami powędrowałeś do Świąt Bożego Narodzenia, to… jednak zupełnie niepotrzebnie, bo za oknem była druga połowa marca.

Przedzierając się przez tłumy chętnych i śliniących się na widok tak wspaniałych potraw, walcząc z czasem i innymi przeciwnościami losu, których wierzcie nam, wcale nie było mało, Józef przybył. Z drobnym poślizgiem. Ale tak nakazuje pradawny góralski obyczaj.

Regionalne potrawy zdziałały cuda a uczta była w iście królewskim stylu. Józef, trzeba przyznać, chyląc czoło, stanął na wysokości zadania. Orszak też stanął na wysokości zadania, choć nie da się ukryć nie było to łatwe, bo akurat tej nocy niespodziewanie zawiał halny, by tak samo jak się pojawił nad ranem ulotnić. Dziwny to był dzień, a szczególnie wieczór. Opowieść goniła opowieść, by ostatecznie wszystko pochłonęły opary absurdu.

MARIAN PRZYWÓDCA

Wśród opowieści i legend tamtego wieczoru, jedna zasługuje na szczególną uwagę.

Podobno, przynajmniej tak głosi jedna z góralskich legend, w zamierzchłych czasach, gdy Duster był tylko prochowcem, stada beztrosko biegających, radośnie śmiejących się i wesoło fikających dzików (bo w tamtych czasach dziki jeszcze się łączyły w stada) zasiedlały tereny m.in. okolic Beskidu i gór wszelakich. Zwierzęta cieszyły się wolnością, chodziły tu i tam, i wszelkie przepisy ruchu drogowego były podporządkowane właśnie tym „wolnościowcom”. Nie do końca wiadomo, w którym momencie doszło do połączenia stad dzików pod przywództwem niejakiego Mariana. Nie pytajcie też co to był za Marian i skąd on się pojawił. Legenda góralska jedynie głosi, że był to dzik wśród dzików, nie z jednego koryta ziemniaki jadł i wyróżniał się spośród innych nieprzeciętnie bystrym umysłem. W końcu jednak wszystkie stada zostały połączone pod berłem właśnie wspomnianego Mariana z dumnie wygrawerowanym na nim Dusterem i napisem Go! Duster w otoku.

To prawda, zbyt dużo w tej opowieści jest bardzo niezrozumiałych momentów, ot choćby jak wyglądały dziki. Niemniej jednak nie nam osądzać Wołocha o imieniu Dacia spod Mioveni, który jako pierwszy spisał tę opowieść w kronikach „Dustery z Murzasichle. Nieznana historia Mariana”.

Poskramiaczka dzików

Wróćmy jednak na chwilę jeszcze do legendy, bo miała ona swoje bardzo intrygujące zakończenie. Otóż Marian bawił się wyśmienicie ze swoimi kompanami, szczególnie z jednym z ekipy, który wszędzie mu towarzyszył (zwano go Dzikosław). Towarzysze bawili się na tyle wspaniale i cudownie, że nie zauważyli jak trafili na celownik znanej w całej okolicy poskramiaczki dzików.

Niestety, Dacia spod Mioveni nie wspomina jak jej było na imię, dlatego dla ułatwienia nazwiemy ją Agatą (w końcu akcja toczyła się na terenach obecnej Polski). Niemniej jednak kronikarz dokładnie opisuje jej iście rycerski ubiór. Otóż, antracytową zbroję Agaty zdobiły aż trzy chłodnice, zaś owiewkom na ramionach i hełmie mogła pozazdrościć niejedne królowa. Z kolei wisienką na torcie były buty. Potocznie zwane emtekami, potrafiły wiele znieść, choć zazdrośnicy mówili, że to wylewki. Wprawdzie, Agata nigdy nie walczyła mieczem, jednak lubiła porządek i nie bardzo było jej po drodze z chamstwem i drobnomieszczaństwem Mariana i jego kompanów. Zamiast miecza wolała rzucać klątwy, które jednakowoż skutecznie radziły sobie z każdych warunkach.

Klątwa Agaty

Drogi Agata i Mariana się skrzyżowały, niczym jednopasmówki w górach. Cóż to było za starcie. Podobno nawet Słońce przygasło na ponad 1.5 sekundy (dokładnie na 1.6). Po raz pierwszy wszystkie trzy chłodnice na zbroi Agaty pękły i bezwiednie opadły. To było starcie tytanów, walka tysiąclecia, prawdziwa eksplozja, miażdżący wybuch… Z tego zderzenia cało nie uszedłby nikt. Marian walczył zaciekle i stawiał czoło potężnej magii. Jednak to tylko Agacie się udało wytrwać w tej walce. W zasadzie jeszcze Dzikosławowi. W tym starciu klątwa Agaty dopadła Mariana i zmiotła hardego dzika z powierzchni ziemi. Z kolei Dzikosław, znikając w oddali, zdążył jedynie wykrztusić cytowane do dziś urwane w połowie zdanie: „A Marian powiedział…”.

Klątwę, z uwagi na jej potężną moc, zaczęto od starcia Marina i Agaty nazywać (zupełnie zresztą niespodziewanie) klątwą Małej Mi.

Ale żeby nie było, że to koniec, bo jak przebąkują starzy górale, kawałki rozszarpanych potężną magią chłodnic błąkają się samotnie po wszechświecie gonione chęcią odnalezienia kompana Mariana. Tak, właśnie tego Dzikosława lub jego potomków.

Pogromczyni dzików wcale nie obyła się bez strat. Wprawdzie nie były one tak poważne i zbroję ostatecznie udało się odratować. Straciła jednak ona swe moce, zaś cząstka klątwy przeszła też na nią. Podobno potomkowie Agaty w linii żeńskiej prześladuje natrętne i niedające spokoju dążenie do odnalezienia potomków Mariana.

CO KTO LUBI

Nie przyjechaliśmy do Szlachtowej tylko po to, by oddawać się wydarzeniom z pogranicza kultury i filozofowania o Bogu, świecie i człowieku. Choć, zapewne jest to nieodłączny element każdej podróży. Głównym powodem było i jest zamiłowanie do Dusterów, które nas łączy, pozwala zdobywać i odkrywać. A skoro wyjazd był Dusterocentryczny, to i dróg oraz bezdroży podczas szlacheckiej wyprawy nie zbrakło. Niewątpliwie, napęd 4×4 znacząco pomaga przy takich podbojach i zdecydowanie przyspiesza podróż.

Każdy jednakowoż miał i ma możliwość wyboru swojego odpoczynku podczas wyjazdów Go! Duster. Nie musisz lubić teren, nie musisz też być miłośnikiem zwiedzania okolicznych zabytków. W ogóle nie musisz, bo na takim wypadzie po prostu odpoczywasz i tej przyjemności warto się oddać… Miło jednak będzie, gdy dołączając do wypadu pojawisz się na wspólnym ognisku. Nawet gdyby to było tylko wspólne ognisko i przysłowiowa piątka. W końcu fajnie byłoby Cię poznać. Tak, właśnie Ciebie, który/a czyta tę całkiem prawdziwą historię. A jeśli nie wierzysz, że tak było, to możesz się przekonać osobiście. To jak, dołączysz do kolejnego wypadu – ot choćby w Bałtowie?

Na zakończenie

Wprawdzie, wówczas wiosny nie dogoniliśmy. Absolutnie nie chciała się budzić po zimowej drzemce. Ostatecznie jednak, jak zapewne widzisz, sama przyszła. Taki mamy klimat.

Do Szlachtowej zapewne jednak jeszcze niejednokrotnie wrócimy, bo „miejscówka” (Sielska Dolina) jest naprawdę godna polecenia!

Zajrzyj również do innych nowości Dacia Dusterciekawostek oraz instrukcji.

A wolnej chwili zapraszamy na drobne zakupy do Go! Shop.

Znalazłeś błąd na stronie – zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

Autor:  Go!Duster

Źródło:  www.goduster.pl

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

wydarzenia Go! Duster

Na zakupy z Go! Duster

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Na zakupy z Go! Duster

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Go! Duster medialnie, ale społecznie

Go! Duster © 2019-2021

Projektowanie stron: CAKEANDCHERRIES.COM

Go! Duster - serwis miłośników marki Dacia

0
Lubisz wyrażać swoją opinię? Pozostaw swój komentarz.x
()
x

Zgłoszenie błędu w tekście

Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: