Wieczne braterstwo: detailing i blacharka

Wieczne braterstwo: detailing i blacharka

Częste mycie skraca życie. Duster w uzdrowisku z masażem prostującym.

7/11/2022

[Artykuł przeczytasz w 9 min.]

Skoro serwis nasz ma postać też blogową, a więc i luźną. Pozwolę sobie na drobną opowieść, rodem z prawdziwego blacharsko-detailingowego piekła. Sceny, opisywane w niniejszym materiale, mogą być poniekąd drastyczne, czasami śmieszne, a w pozostałych przypadkach po prostu życiowe. Jak już jakiś niepełnoletni dorwał się do tego wpisu, to niech już mu będzie. Psychiki to nie zrujnuje, a być może nawet jakoś tam się przyda i latarkę w garażu będzie świecił nie sobie, lecz wiadomo komu.

Dyniowaty w SPA

Czysto, czyściej, najczyściej

Dwa lata to za długo

Szaman od wgnieceń

Dyniowaty w SPA

Planowałem podróż do myjni detailingowej (w wielkim skrócie, bo zakres usług jest bardzo szeroki) od bardzo długiego czasu. W zasadzie to się rozglądałem gdzieś po najbliższej okolicy. Lenistwo nie pozwala mi zapuszczać się głęboko na nieznane wody. Próbuję z tym walczyć, ale ta cecha charakteru uparcie wygrywa ze mną doświadczeniem. Co zrobić, taki mamy klimat.

Nie wybrałem się tam przed Duster Days in Romania (o tym wkrótce) i nie żałuję, bo perypetie z najmłodszą uczestniczką wyprawy: wzloty i upadki, zakręty i zmiany wysokości, a nawet chyba uczulenie na biały podkład Dustera, doprowadziły do tego, że Karmelek, czyli dyniowaty, nie wyglądał zbyt świeżo ani tak nie pachniał, szczególnie wewnątrz. Z innej strony, do tych futurystycznych filmików, gdzie samochód się wydostaje z miejskiej spalarni śmieci i potem błyszczy jak przed sprzedażą w salonie, choć na karku ma już ryczącą trzydziestkę, brakowało mu co najmniej wszystkiego.

Wybrałem się jednak po wyprawie. Choć nie było to takie pewne, a i nie w mojej okolicy. To znaczy w mojej niby, ale jeśli uznamy, że Warszawa jest moją dzielnią.

Przypomniałem sobie, że swego czasu na grupie u nas chwalono się detalingiem robionym w pewnej firmie tuż pod Warszawą. W zasadzie link do tej firmy nawet wisiał na naszej stronce od dłuższego czasu. Rozumiecie do czego zmierzam? No właśnie do tego olśnienia. Zadzwoniłem. I się umówiłem, od ręki. Istne szaleństwo… szczególnie w obliczu spędzenia w dyniowatym kolejnej części urlopu z dalszymi wyprawami (tym razem po Polsce).

Czysto, czyściej, najczyściej

Okazało się, że Flowerski Detailing Cars & Boats już nie istniał od dłuższego czasu. Ale teraz na zgliszczach poprzedniej powstała inna prężna (poważna, bo nie garażowa) firma o nazwie Autology. I jak tam podjechałem, to powiem szczerze, że czułem się troszkę jakby ubogi krewny… Fury, stojące, i czekające na przyjęcie, kusiły swym widokiem. Oczywiście, nie mam na myśli TIR-ów, ale samochody osobowe były z górnej półeczki.

Dustery, jak się wyjaśniło, nie pojawiają się tam za często. Ostatniego takiego, co się porwał na kurz i błoto widziano w kolorze niebieskim (chyba Iron, jak się nie mylę). Śmiem podejrzewać, że to za sprawą zobowiązującej nazwy. Ale zwlekać z czyszczeniem już nie mogłem. Przynajmniej nie tym razem.

Zostawiłem, pożegnałem, Duster odprowadził mnie mrugnięciem załzawionych lamp. Ciężko było, nie powiem, dostać się do domu w czasie, gdy komunikacja miejska jeździła w trybie wakacyjnym, czyli jeden autobus na 1,5 godziny (mam nadzieję, że takie rzeczy tylko w Warszawie). Zrozumiałem, że zasada mokro, zimno i do domu daleko sprawdza się również w przypadku sucho, gorąco, słonecznie i do domu daleko.

Rozstanie było mordęgą. Normalnie, wszędzie albo na piechotę, albo autobusem, albo innym środkiem komunikacji miejskiej. Korzystam, w sumie, z nich codziennie, ale od wewnątrz mnie wówczas ogrzewa myśl, że Duster jest pod ręką, a tu nagle – pod Warszawą, czyli bardzo daleko. Wiem o czym pomyślałeś/aś, ale to jednak tylko bardzo daleko. Gdyby było trochę dalej, wówczas można byłoby użyć epitetu, który przyszedł Ci do głowy.

Błyszczy jak… na wiosnę

Gdy wróciłem… Oj co się wtedy działo. Łzom szczęścia, przytulaniom i cmokaniom nie było końca. Cieszyłem się jak mały bobas, a Duster tylko mrugał swoimi wielkimi, przetartymi i odtłuszczonymi oczyskami. Normalnie +200% do mocy świateł.

Wprawdzie, samochód stał się lżejszy o kilka naklejek (do nadrobienia i doklejenia), ale król czasami musi być nagi, by założyć świeże i odpicowane w kosmos szaty. A pod nowe szaty wleciały:

  • mycie detailingowe;
  • woskowanie nadwozia;
  • czyszczenie wnętrza.

Jeśli coś przyozdobiłem albo przekręciłem to tu jest oryginalny post.

Zanim jednak popadniecie w euforię i pobiegniecie myć swoje Kurzajki to powiem, że akcja nie była za friko, bo zapłaciłem za temat. Owszem, dostałem rabat (nie, nie 100% ani nie 80%, ani nawet 50 lub 40 lub 30%). Na taki sam rabat jednakowoż (bo rozmowa na ten temat była) może liczyć każdy z grupy, kto uderzy do Autology. Nieskromnie napiszę, że czasami jednak warto, by świat ujrzał w końcu Twojego Dustera i spojrzał na niego jak na wybitne (choć może bez przesady) dzieło rumuńskiej motoryzacji, ale bez kurzu. To nie jest tak, że mój Duster nie widział kąpieli od wyjechania z salonu. Nie stać mnie jednak czasowo na to, by spędzić przy myciu auta cały dzień, wybierając i kupując wcześniej polecane do pielęgnacji wnętrza i otoczki kosmetyki.

Nawet sobie nie wyobrażasz jak przyjemnie wsiadać do tak odpicowanego auta. Normalnie, jakbym znowu jechał na swój ślub, jak młody Zeus. Totalny Armagedon! Robota wykonana na 5 pluszsz. A do tego wspaniała obsługa i fajna pogadanka na koniec. Palce lizać, wosk nakładać.

Jedyne co tu jakby nie siadło to ta choinka Wunder-Baum. Nie dostałem. Może dlatego miałem rabat. Nie wiem, ciężko stwierdzić.

Dwa lata to za długo

Ponoć, własnoręcznie zrobiona wgniotka boli najmniej. Poniekąd coś w tym jest. Ale najgorzej jak wgniotki się zbierają same, a Ty nie masz na ich przyrost żadniusieńkiego wpływu. Jedziesz sobie, dla przykładu, w taką luźną sobótkę, do pobliskiego Lidla albo innej Biedry, parkujesz nie w kompletnym ścisku, tylko, nauczony doświadczeniem, gdzieś opodal tłoku. Wychodzisz zadowolony albo i zmęczony zakupami i z głową w chmurach oraz pełną marzeń (a sercem przepełnionym zauroczeniem do auta), wsiadasz do swojego Dustera. A potem nagle, ni stąd ni zowąd, odkrywasz, że ktoś się nie bał… i wgniota już jest jak ta lala, i przykuwa wzrok i totalnie męczy psychę. Zapisujesz się na terapię najpierw łagodną, ale nie pomaga, więc bierzesz coś mocniejszego… Ostatecznie jednak znajdujesz coś, co brzmi jak zbawienie. Trzy magiczne litery PDR, czyli bezinwazyjne usuwanie wgnieceń.

Opisałem, rzecz jasna, skrajny przypadek. Czasami jednak bywa gorzej.

W moim przypadku, było tak, że nie bardzo się załamałem, gdy pierwszą wgniotę zebrałem od kogoś na parkingu osiedlowym. Podejrzewam młodzież na hulajnogach albo UFO, ale nie złapałem za rękę ani mackę, to nie wiem. Zmartwienie moje (bo nie przeklinamy) sięgnęło zenitu (nie mam na myśli analogowego radzieckiego aparatu), gdy się okazało, że te drzwi przyciągają wgniotę za wgniotą (taki jakby drin za drinem za drinem drin, z tym, że z wgniotką). Z jednej strony – radość, że tylko jedne drzwi ktoś mi non stop załatwia, z drugiej… Zacząłem podupadać na duchu. W końcu ileż można?!

Przy okazji się dowiedziałem, że blacha Dustera, szczególnie z tyłu, jest cieniutka jak trójwarstwowy listek papieru toaletowego marki Velvet (może być rumiankowy). Bo się oparłem po jednej ze stron (albo to i nie ja byłem) i się wgniotło. Niby jedna większa, ale po jakimś czasie na wybojach i pod wpływem temperatury, podskoków i takich tam zrobiła się blach falista o większym zasięgu rażenia.

Owszem, pod ręką zawsze może się znaleźć podręczny zestaw do wyciągania. W sieci, jak zapewne wiesz, jest sporo pomysłów i przykładów jak to zrobić. Nie polecam jednak od razu iść w te rozwiązania, bo może się skończyć bardzo słabo. I nie piszę tego dlatego, że mam bujną wyobraźnię. Po prostu wiem z własnego doświadczenia, że nie zawsze podręczny zestaw w postaci np. kleju w sztyfcie działa. Czasami, z kolei wręcz przeciwnie, może wywołać więcej szkód. W końcu lakier na blasze nie siedzi na kropelce, prawda?

Szaman od wgnieceń

Dwa lata z wgniotą na tylnej części, uwierającą w oczy, to było już za dużo dla mojej zszarganej psychiki. Zrobiłem to. I to w jednym miejscu. Bo się okazało, że przy Autology sąsiaduje bardzo uprzejmy pan ze wschodniej części Europy, który robi cuda na blasze. Czyni blachę równiejszą od równika i lepszą niż podczas produkcji w fabryce marzeń, czyli gdzieś w Mioveni. Prowadzi swoją firmę i usuwa takie wgnioty, że moje to nawet obok nie stały. Wyciągnięte wgniecenia po gradobiciu to jest nic w porównaniu z tym, jakie cuda potrafi „szaman” z Polishchuk PDR Company. Po prostu zaklinacz samochodowej blachy niezależnie od jej wartości. Bo nie od dziś wiadomo, że blacha do BMW albo innego Land Rovera kosztuje więcej niż blach do Renault albo innej Dacii.

Umyty, że mucha nie siada, i wyprostowany lepiej niż nawierzchnia autostrady naszych zachodnich sąsiadów – właśnie w takim stanie wróciłem z hen daleka, bo spod Warszawy.

Detailing już poleciłem, ale PDR jeszcze nie. Dlatego nie zwlekam i polecam. Tu również nie dostałem zniżki na piękne oczy ani na ładną figurę modelki. Pewnie dlatego, że ani jednego ani drugiego nie posiadam w zasobniku. Po prostu w te wdzięki jestem niezwykle ubogi.

Robota wykonana zawodowo. A ja jako klient poczułem się po prostu doceniony, bo udało się od ręki. A to jest czasami niezwykle cenna rzecz, bo w końcu czas to pieniądz, prawda?

 

Śledź nas na fanpage’u lub na grupach Go! Duster. Staramy się trzymać rękę na pulsie Dacia i czasami Renault Arkana.

Zajrzyj również do innych nowości Dacia Dusterciekawostek oraz tematów związanych z tuningiem tego samochodu

A wolnej chwili zapraszamy na drobne zakupy do Go! Shop.

Znalazłeś błąd na stronie – zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

Autor:  Aleksander Wyszyński

Źródło:  www.goduster.pl

guest

0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

wydarzenia Go! Duster

Na zakupy z GoDuster.pl

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Na zakupy z GoDuster.pl

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

GoDuster.pl medialnie, ale społecznie

GoDuster.pl © 2019-2022

Projektowanie stron: CAKEANDCHERRIES.COM

Go! Duster - serwis miłośników marki Dacia

0
Lubisz wyrażać swoją opinię? Pozostaw swój komentarz.x

Zgłoszenie błędu w tekście

Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: