Dusterion Wielki: Veni, Vidi, Vici

Dusterion Wielki: Veni, Vidi, Vici

Wszystkie są moje. Rodzinne i Dusterowo na Ziemi Lubuskiej

7/10/2021

[Artykuł przeczytasz w 10 min.]

Były wino, chleb i Dustery, było veni i vidi, ale vici, pomimo zaciętej walki z niezbyt przyjaźnie nastawioną armią bezwzględnych przeciwników, zabrakło. Nie to żeby całkowicie, ale wielką wygraną postanowiliśmy zdobyć małymi kroczkami (takimi około 16″).

Nie poddaliśmy się jednak i zostawiliśmy osadę, wspieraną przez zasłużonych w bitwach pod Witnicą (legion Centrum), na polu Woodstockowym, w Kostrzynie nad Odrą, w Słubicach i innych okolicznych pomniejszych potyczkach legionistów – Wielkich Dusterionów spod sztandaru Go! Duster Lubuskie. Doposażoną w nawigację, kolorowe prochowce, światło dzienne i nocne, radyjko i inne gadżety (z zapasem gazu na potrzeby rozpalenia ogniska lub podgrzania kociołków ze smołą włącznie) rodem z formacji Access, Essential, Comfort i Prestige.

Niezła zapowiedź jak na zlot Dusterów na Ziemi Lubuskiej. Zielonej, nagrzanej słońcem (bo to letnia przygoda), otulonej zielonymi lasami i pięknymi widokami, z wychylającymi się tu i ówdzie brzegami rzeki o znanej nazwie.

Rozgość się dobrze, usiądź i daj sobie chwilkę wytchnienia, bo już za chwilę zabierzemy Cię na wycieczkę w samo serce wymusztrowanej wiekami dyscypliny, gdzie ludzie wskazują czas zegarom (a nie odwrotnie), gdzie Odra zatacza zakola, gdzie kończy się jedna historia i zaczyna kolejna (zdecydowanie jeszcze bardziej ciekawsza i porywająca). Ruszajmy razem w gościnę do Juliusza z rodu Dustærów (bo przecież nie Cezara).

Osada Witnica

Woodstokowe miejsce pamięci

Graby, torowisko i wielka wygrana

Nie chcem, ale muszem

Piszemy historię Dustera od nowa

Osada Witnica

Pierwsze nieustraszone jednostki na czele z Dusterionami zaczęły ściągać do tymczasowego centrum dowodzenia w Witnicy już czwartkowego późnego popołudnia (nawet bardziej wieczora).

Leśne Ustronie na kilka dni stały się ojcem i matką, domem i twierdzą, a nawet ostoją Dusterowej kultury, potęgi (nie byle jakiej, bo kilka tysięcy koni pod maską to prawdziwy legion) i sławy.

Tu zaczęły się formować oddziały Centrum. By łatwiej nas było odnaleźć, bo skutecznie i ustronnie schowaliśmy się pod osłoną leśnych urokliwych i niebezpiecznych (bo pod przykryciem tajniaków-rowerzystów) ścieżek, przy wjeździe do Witnicy osadziliśmy na monumentalnej podstawie z ocynkowanej rury (obecnie już) pamiątkę tych wspaniałych dziejów – drogowskazu „Centrum”. Wiemy, wiemy, że życzliwi zaraz zaczną podważać historię tego drogowskazu, ale wierzcie nam, że legenda jego powstania jest tylko jedna i jedyna słuszna.

W gronie taktyków, strategów i innych światłych umysłów od sztuk walki z dziedzictwem komarów, omawialiśmy postulaty i założenia tego znaku przez kilka długich nocy. Wszystko po to, by zmylić przeciwnika, by wyjść z tej patowej sytuacji obronnym klaśnięciem na kolanie (ręku, łokciu, czole, plecach i innych miejscach).

Tylko obecni wiedzą jakie teorie były knute podczas spotkań przy ogniskach i kotłach pełnych prawdziwej wojskowej potrawy, zwanej przez miejscowych grochówką (podobno od imienia pierwszego zasłużonego w walkach z komarami Dusteriona Grocha).

A jeśli na poważnie, to historia tajemniczego znaku Centrum w Witnicy jest nieco inna. Nasza teoria opierała się na wnioskach, wysnutych z zupełnie innych spostrzeżeń i nie wypada je za bardzo przedstawiać na ogólnodostępnym kanale w internetach. A jeśli nawet, to dopiero po 23:00 z odpowiednim oznaczeniem w rogu. Niestety, szczegóły będą w stanie odtworzyć jedynie obecni.

Ciekawscy wrażeń wszelakich na pewno powinni odwiedzić (nawet przejazdem) Witnicę, bo znajduje się tu małą „Mekka” drogowskazów wszelakiej maści, w tym ostrzegawczo informujących o niebezpieczeństwie, które niosą ze sobą opiekunowie dzieci (nieźle się maskują) – bociany. Nie wygadamy, oczywiście, wszystkich jawnych i ukrytych atrakcji tej miejscowości, bo jakaś tajemnica w końcu musi zostać.

Woodstokowe miejsce pamięci

Nieuchronnie chylący się ku zachodowi dzień uświadomił nam, że dobrym strategicznym posunięciem byłoby rozejrzenie się za wrogimi jednostkami, czyniąc przy okazji zadość wspaniałemu zwyczajowi uczczenia minutą żołnierskich wspomnień minionych wydarzeń, na wzgórzach wsławionych niejedną potyczką i bitwą, historycznie zwanych Woodstokowe pole.

Tak zrobiliśmy… Co to były za emocje i przeżycia. Z wiatrem we włosach, z kurzem na prochowcach ustawiliśmy się na wzgórzu, by podziwiać widoki. Niektórzy klękali, przygniatani wspomnieniami, przesypując przez palce piasek historii i wspominając utracone możliwości zarobku na kaucji zwrotnych szklanych naczyń swych pobratymców. Łkanie i krzyk naszych dusz ponoć było słychać nawet w Świebodzinie. Jednak Świebodzin to już zupełnie inna historia…

Nie udało nam się ujrzeć pozycji wroga, ale udało nam się podjechać bliżej. Niezauważeni zwiedziliśmy pozycje posterunkowe w Kostrzynie nad Odrą. Co poniektórzy przygotowywali się nawet do przepłynięcia naturalnej przeszkody – rzeki, rozgrzewając swe mięśnie w pobliskiej i dosyć głębokiej (co ma ogromne znaczenie) kałuży, wpędzając w zakłopotanie, ale też wywołując podziw u miejscowych rzemieślników, handlarzy i zwykłych gapiów. Ostatecznie postanowiliśmy jednak nie wysyłać szpiegów za Odrę. W końcu można było bezproblemowo przejść przez most. Choć pierwsze jednostki przeciwnika zaczynały ciąć, wyczuwając zbliżające się niebezpieczeństwo.

Dla ciekawskich historii prawdziwych wydarzeń – możemy śmiało polecić do obejrzenia i zwiedzenia na żywo tego miasta. Jest naprawdę warte czasu i zachodu, szczególnie, że jeszcze kilkanaście lat temu była tam pełnowymiarowa granica strefy Schengen i UE. A kilkadziesiąt lat – nawet inne, mniej ciekawe, rzeczy działy się na tym pograniczu.

Gonieni informacją o uroczystym powitaniu przy ognisku przez głównodowodzących i organizatorów wydarzenia, czyli Go! Duster Lubuskie, zarządziliśmy szybki powrót, zwinnie przemykając niczym cienie wałami i murami do naszej ustronnej, leśnej kryjówki. Po drodze dało się zauważyć ogniste oddziały konnic i piechoty, ścigające na sobotnią potyczkę.

Powitanie było w iście cesarskim stylu. Jak zwykle, gustowne i charyzmatyczne. W duchu Imperium Dusterum, acz z domieszką wytrawności.

Tak skończył się piątek przed walką. I był to dzień niezwykle dobry…

Graby, torowisko i wielka wygrana

W sobotę, pełni miłości do każdej żywej istoty, bo punktem szczególnym programu przed wiekopomną bitwą był Park Miłości (wielkiej znawczyni sztuki zwiadu – Wisłockiej, umówmy się, że na potrzeby tej historii przydzielimy jej taką rolę, choć zasługi jej znane są w innych dziedzinach), ruszyliśmy żwawym, na tyle ile pozwala 1.6SCe w wersji 105KM, krokiem w kierunku tajemniczej, okutanej niepewnością miejscowości Grabów. To właśnie tam mieliśmy stoczyć najistotniejszą bitwę podczas całego wydarzenia. Tam mieliśmy się zaryć kołami i wryć zderzakami na powierzchni kilkunastu hektarów. Miały tam być piach, błoto, kurz i Dustery, stojące w jednym równym szeregu. Tam mieliśmy poczuć co daje napęd na 4 i czego nie daje napęd na dwa koła. Ciężkie do wykonania w dwukołowym rydwanie, ale kto by się przejmował takimi szczegółami.

Ale zanim Grabów przywitał nas pełnym słońcem i uśmiechniętymi twarzami członków ekipy miejscowych offroadowców, jak na żołnierzy przystało odbyliśmy pełnowymiarową musztrę. Wykąpaliśmy się w przelotnych deszczach, wpadających w letnie burze. Mistrzowie działań wojennych ze słyszalną naleciałością języka rosyjskiego (Rosjanie w Rzymie jeszcze jako tako, ale Słowianie w lubuskim – wyglądało to co najmniej dziwnie) poprowadzili dla nas kurs teorii i praktyki robienia podkopów, okopów i tuneli. Wszystko, oczywiście, w warunkach bojowych, czyli w temperaturze bliskiej nawet 0 stopniu.

Nie da się ukryć, morale bojowe podskoczyło tak, że co poniektórzy próbowali nawet zatrzymać pędzący pociąg.

Gdy zapiały pierwsze poobiednie koguty, gdy rozpieczętowano latami czekające na odkorkowanie wino, by dodać otuchy jednostkom, zagrzewającym do walki te wiodące, gdy słońce rozgrzało do czerwoności rude prochowce… na tor wjechały Dusteriony.

To one połączyły pod swymi sztandarami spaliny i błoto, tworząc duet jeszcze bardziej zgrany niż Twix, kreując połączenie lepsze od rajskiej przyjemności Bounty i pozostawiając bardziej niezapomniane wrażenia niż Milkyway.

Walki nie zakłócił nawet brak przeciwnika. Bo po co przeciwnik skoro zabawa i tak jest wyśmienita. Jak się później okazało, przeciwnik po prostu zaspał i próbował zaatakować nasze oddziały, gdy rozkoszowaliśmy się miodami chmielowymi (w rozsądnych ilościach, gdyż powrót odbywał się w niedzielę a uczcić wygraną należało) i nie tylko.

Szkoda, wielka szkoda, że musieliśmy w pewnym momencie uciszyć nasze prochowce i wrócić do bazy, gdzie czekały na nas miejscowe dary. Przyznać trzeba, że od tamtego momentu prześladuje nas nieodparte wrażenie, że najlepsze banany pochodzą z Ziemi Lubuskiej, gdzie jest to, podobno, danie tak tradycyjne, że miejscowi kucharze potrafią zrobić z tej ambrozji aż 80 potraw.

Tak minęła sobota. I była ona jeszcze lepsza niż piątek. Choć wiemy, że ciężko przebić sobotę w Lidlu czymkolwiek. Jednak z naszymi zlotami to udaje się każdorazowo. I z wypadu na wypad, ze spotu na spot, ze zlotu na zlot jest coraz smakowicie, pysznie i wręcz przepysznie.

Może nie była to wielka wygrana, ale na pewno wiekopomna, bo wyryta kołami na torowisku w Grabowie, zarządzanym przez gorzowską Fundację Miłośników Off Road.

Uczynimy tu drobne odstępstwo, chyląc czoło kierownikowi toru – po prostu „debeściak” (pozytywnie zakręcony człowiek o wielkim serduchu i pasji).

Nie chcem, ale muszem

Pod takim hasłem opuszczaliśmy osadę w Witnicy. Miejscowa ludność, wprawdzie, nie rzucała nam płatków róż pod koła, bo wymknęliśmy się cichcem skoro świt w okolicach 11. Po co ta rozrzutność i to złoto. Niemniej jednak czuć było jak miejscowość znowu zaczęła oddychać pełną piersią po naszym wyjeździe. Zakazaliśmy lokalsom zdejmować drogowskaz „Centrum”, bo zanim postawią pomnik Dusterionowi Wielkiemu (a wielka zrzuta już się rozpoczęła), to ma być symbol minionych dziejów, przypominający o glorii i sławie. Miejscowi kowale wykuli też kilkadziesiąt innych tablic z napisem Centrum, które postanowiliśmy rozrzucić po całej Polsce. Teraz już wiecie skąd te tablice w Waszych miejscowościach.

Co poniektórzy udali się w kierunku patrona Świebodzina, bo rzut beretem był. Ale to, jak już wspominaliśmy, zupełnie inna historia, którą opowiedzą być może przyszłe kroniki nieświętego Dustera.

Opuściliśmy osadę Witnica, ale na pewno wrócimy do lubuskiego oddziału Go! Duster jeszcze niejednokrotnie. Bo komary, ponoć, szykują się do kolejnego starcia nad Odrą.

Piszemy historię Dustera od nowa

Prawdziwej historii nie poznasz na pewno nigdy (choć obecni mogą próbować ją opowiedzieć, tylko czy się uda, skoro momentów było tyle, że nie sposób je spamiętać). Nie taki też był zamiar, by opowiadać to nudno i przejrzyście. Bo smaczki powstają wówczas, gdy jesteś w wirze wydarzeń a nie czytasz opowieść, przyprawioną winem, chlebem i Dusterami, będąc obok lub po drugiej stronie ekranu.

Poza tym, chowamy te historie do naszego archiwum, strzeżonego lepiej niż jakiekolwiek inne zbiory tajnych dokumentów, bo jednocyfrowym kodem PIN, odciskiem raciczki dzika Mariana, trzonkiem łopaty do piasku z Ogniska Integracyjnego Pomorskich Szwendaczy, którzy właśnie piszą kolejną swoją historię z Chrupkiem Romanowym w tle i Bursztynową Komnatą w bagażniku, i kilkoma innymi nikomu nieznanymi sekwencjami kodów, również w kaszubskim języku programowania „kranczi”, pisanym na skórce podhalańskiej pomarańczy.

Lubimy opowiadać, lubimy jeździć, lubimy Dustery. Chcesz dołączyć do kolejnej naszej historii? Jest ona tuż-tuż, bo na wyciągnięcie ręki – Bursztynowa Komnata Dusterów rusza już w najbliższy piątek, czyli jutro 8.10.2021 roku.

A Ty jaką historię Dustera tworzysz?

 

Śledź nas na fanpage’u lub na grupie Go! Duster. Staramy się trzymać rękę na pulsie Dacia i czasami Renault Arkana.

Zajrzyj również do innych nowości Dacia Dusterciekawostek oraz tematów związanych z tuningiem tego samochodu

A wolnej chwili zapraszamy na drobne zakupy do Go! Shop.

Znalazłeś błąd na stronie – zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

Autor:  Go!Duster

Źródło:  www.goduster.pl

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

wydarzenia Go! Duster

Na zakupy z Go! Duster

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Na zakupy z Go! Duster

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Go! Duster medialnie, ale społecznie

Go! Duster © 2019-2021

Projektowanie stron: CAKEANDCHERRIES.COM

Go! Duster - serwis miłośników marki Dacia

0
Lubisz wyrażać swoją opinię? Pozostaw swój komentarz.x
()
x

Zgłoszenie błędu w tekście

Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: