Dusterowy sen pomorskiej nocy

Dusterowy sen pomorskiej nocy

Dusterowy Halloween GoDuster na Pomorzu

8/11/2021

[Artykuł przeczytasz w 5 min.]

Też czasami tak macie, że śnicie o Dusterach, w Dusterach lub z Dusterami w tle? Opowiem Wam o tym, jaki Dusterowy sen widziałem pewnej piątkowo-sobotniej nocy.

W zasadzie to nawet nie wiem czy był to sen, bo obudziłem się tak wykończony podróżą, jakbym ciągnął wagon ze śląskim koksem o wysokiej wartości opałowej z zaciągniętym hamulcem co najmniej do Gdańska.

Biały Duster na zagubionej S7

Pomorski biegun zimna

Upiorna wycieczka

Pomorskie stosy i Dzień Lizusa

Historia jak żadna inna

Biały Duster na zagubionej S7

Jak to zwykle ze snami bywa, w moim, tym listopadowym, też nie było wstępu. Ocknąłem się w środku akcji, gdy ktoś już podjął za mnie dosyć istotne decyzje i osadził cale wydarzenie w pewnych barwach. Dziwnym trafem wylądowałem w białym Dusterze, na miejscu pasażera, tuż obok kierowcy. Najwyraźniej próbowałem wyprzeć ten kolor ze swojej potarganej tygodniowymi przebojami podświadomości już na pierwszych etapach dziwacznego snu. Ale nie o tym był sen…

Obok, za kierownicą białego Dustera, siedział pan ze świecącą twarzą, o długich jaskrawo-rudych włosach, szczerbatym uśmiechu, z przepasanym wstążką okiem i w pirackim, podbitym deszczami i morskimi wiatrami, kapeluszu. Jak się później okazało pan, pomimo, na pierwszy rzut oka, dosyć wątpliwego usposobienia, nosił niezwykle grzeczne i absolutnie nie pirackie imię, i jechał odebrać złoto z lotniska we Frankfurcie, ale dziwnym trafem prowadził właśnie Dustera gdzieś na północ zagubioną S7.

S7, jak to eska, ciągnęła się jak jesienna noc po zmianie czasu, zaczynając tuż po 16 i kończąc w okolicach 6:30 (nad ranem), zwalniając do 40 i przyspieszając nawet do 120, ale to już za Mławą, bo przed, wiadomo, koreczki (niestety, nie śledziowe).

Pomorski biegun zimna

Sen rozkręcał się powoli, aczkolwiek w okolicach 105 koni, nawet potrafił zadziwić żwawością akcji. Z innej strony czułem się bezpiecznie jak w domku, gdy stoję w warszawskich korkach a pod maską cicho pomrukuję szalona wolnossąca jednostka 1.6 SCe.

W takim ciekawym i doborowym towarzystwie, z piratem prowadzącym białą amfibię, dotarliśmy w okolice Pomorza. Będąc bardziej dokładnym, w miejsce, gdzie okienka do płatności za paliwo są zrobione dla niziołków a zamiast napisu Biegun zimna widnieje podświetlany znaczek Auchan.

W tym miejscu można byłoby postawić znak równości między świętokrzyskim (dawnym kieleckim) a pomorskim. Przynajmniej ja nie odczułem żadnej różnicy, gdy skuszony darmowym kawałkiem tortu oraz obietnicą posłuchania nietuzinkowej piosenki (później się okazało, że to po prostu „Sto lat…”) w wykonaniu miejscowych trubadurów, pomiędzy wiatrem w obu lokalizacjach. Był, lekko ujmując, niezbyt przyjemny.

Wyobraźnia płatała figle, bo nazywała obecnych swoimi imionami, a solenizanta nawet niejakim Zdzisławem (podobno znany producent barci na Pomorzu). Szczerze wątpię, by były to prawdziwe imiona, bo obok krzątały się jakieś dziwne panie o kapeluszach tak samo szpiczastych jak ich nosy. Nosy jednakowoż miały swoje urokliwe zdobienie – uroczą i smakowitą brodaweczkę.

Upiorna wycieczka

Wciąż się zastanawiałem, co robiłem w tym dziwnym i chłodnym miejscu, gdzie Dustery, i nie tylko, po prostu zwracały.

Niby miałem sporo do zrobienia. W końcu sklepik Go! Shop sam się nie rozwinie i nie podbije Allegro lub Amazon. Minusowych narzutów też nikt tak po prostu nie ustawi. Ostatecznie nikt inny nie zrobi tak perfekcyjnie wyliczonych cenników, które na każdym produkcie generują ujemne złotówki. Do dzisiaj odczuwam pustkę z powodu niewygenerowanych strat. Oby nie męczyła mnie zbyt długo.

Ośmiosamochodową ekipą ruszyliśmy. Chyba na południe, bo zrobiło się nieco cieplej. Wokół zaczęły się pojawiać pojedyncze drzewa, przechodzące powoli w dosyć nawet gęste lasy. Droga zmieniła się z asfaltowej na jesienną, polaną błotnistym kisielem gruntowo-szutrową „zwiedzajkę”, wężykiem uciekającą gdzieś za horyzont. W zasadzie horyzontu to już niebyło widać, bo noc zapadła taka, że nie było widać nic poza czerwonymi światłami tylnych lamp świetlików. Swoją drogą, świetliki na Pomorzu rosną okazałych rozmiarów.

Pomorskie stosy i Dzień Lizusa

Kilkanaście ślizgów na jesiennych liściach, których, jak wiadomo, nad ciepłym, polskim morzem nie brakuj. Większe i mniejsze kałuży, trochę błota i mżawka z nieba. Upiorne widoki podkręcały tu i ówdzie słyszalne narzekania klientów na obsługę ASO, biadolenie na uszczelki i mastykę… Sen nie chciał odpuszczać, i gdy już witałem się z gąską w postaci przemiłego zatracenia w Halloweenowej otchłani, wyrzucił mnie na sam szczyt Góry Czarownic, z której w oddali było widać płonące czy to morze czy to stosy podpalane książkami o Harrym Potterze. Na ustach czułem lelki posmak marchewkowego ciasta i dyniowych pestek, a w powietrzu wyłapywałem woń kawy przeplataną z jakimś innym zielskiem (chyba herbatą).

Dalej już były tylko przebłyski z obowiązkowym Dniem Lizusa w szkole, obchodzonym zgodnie z pradawną śląską tradycją (nie wiem dlaczego akurat na Pomorzu), głębokimi kałużami, hakami zanurzanymi w ciała „osiek”, ogromnym garem pełnym dyniowej zupy z zasmażką w postaci pozbieranych z okolic kości, mysich ogonków i ozorków jaszczurek, doprawionej złotym pomorskim piaskiem (smakowało jak u mamy), ogniskiem w upiornym towarzystwie i wspólnym zdjęciem do szkolnej gazetki (nie wiem o jaką gazetkę chodziło).

Historia jak żadna inna

Nie wiem jak i o której się obudziłem. Nie wiem też jak wróciłem z tej zaczarowanej wycieczki. Podobno wracałem z tym samym panem, który, jak pamiętam, namawiał mnie na wyprawę do lubuskiego, a następnie do Frankfurtu… Jedyne co wiem, że choć był to sen, to za paliwo płaciłem realnymi pieniędzmi, o czym w sposób stanowczy i bezlitosny nie omieszkał mnie powiadomić stan konta bankowego.

W tym miejscu zaczyna się inna historia… Historia ciężkiej soboty. Opowieść długością w nieprzespaną, wspaniałą i pełną wyjątkowych wrażeń Nocną szwendaczkę Halloween Pomorskich Szwendaczy Go! Duster. Być może opiszę ją następnym razem. Choć wątpię, by była ona tak samo porywająca jak Dusterowy sen pomorskiej nocy.

Takie sny możesz mieć i Ty. Zapraszamy na nasze wydarzenia.

 

Śledź nas na fanpage’u lub na grupach Go! Duster. Staramy się trzymać rękę na pulsie Dacia i czasami Renault Arkana.

Zajrzyj również do innych nowości Dacia Dusterciekawostek oraz tematów związanych z tuningiem tego samochodu

A wolnej chwili zapraszamy na drobne zakupy do Go! Shop.

Znalazłeś błąd na stronie – zaznacz go i wciśnij Ctrl+Enter.

Autor:  Aleksander Wyszyński

Źródło:  www.goduster.pl

guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze

wydarzenia Go! Duster

Na zakupy z Go! Duster

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Na zakupy z Go! Duster

Dla oczu, dla ciała, dla przyjemności…

Nie tylko dla Klubowiczów, ale na pewno dla Dusterowiczów. W wolnej chwili, w przerwie między zdobywaniem nowych terenów i pokonywaniem kolejnych kilometrów albo wtedy, gdy po prostu zechcesz.

Zajrzyj do naszego sklepu z gadżetami i pomysłami Go! Shop.

Na pewno znajdziesz coś dla siebie.

Go! Duster medialnie, ale społecznie

Go! Duster © 2019-2021

Projektowanie stron: CAKEANDCHERRIES.COM

Go! Duster - serwis miłośników marki Dacia

0
Lubisz wyrażać swoją opinię? Pozostaw swój komentarz.x
()
x

Zgłoszenie błędu w tekście

Zaznaczony tekst zostanie wysłany do naszych redaktorów: